Człowiek bez modlitwy uwielbienia nie żyje

Dlaczego mówi się, że uwielbienie to najważniejsza i „najskuteczniejsza” modlitwa?

Ks. Jan Reczek: Pewnie dlatego, że ona właśnie wyraża relację Bóg  człowiek w prawdziwej perspektywie. Bóg jest Dawcą. Jest Stwórcą wszystkiego. Ja jestem stworzeniem. Wszystko otrzymałem – moje istnienie zostało mi podarowane. Wszystko, co mam, jest łaską. Postawa uwielbienia najbardziej odzwierciedla ten właśnie porządek, najbardziej określa, kto jakie miejsce zajmuje. Gdy uwielbiam, nie koncentruję się na sobie, ważny jest Ten, który Jest. Okazuje się, że właśnie wtedy moje serce pozostaje najbardziej otwarte na Boże działanie.

Panu Bogu nasze uwielbienie nie jest chyba do szczęścia potrzebne?

On rzeczywiście nic od nas nie potrzebuje, jest doskonałością, jest pełnią. Nic Mu nie możemy dodać, ale pragnieniem Jego miłości jest, żeby ta pełnia jakby przelewała się do „innych naczyń”, do żywych ludzkich serc. Kiedy to się może dokonywać? Właśnie wtedy, kiedy zajmujemy swoje miejsce – uznając kim wobec Niego jesteśmy i Kim On jest – pozwalamy Mu działać w sobie. I wtedy doświadczamy najhojniejszego obdarowania.

Jak ta nasza ziemska rzeczywistość łączy się z Niebem, kiedy uwielbiamy Boga?

Co się dzieje w Niebie, nie jesteśmy w stanie powiedzieć, bo nawet nie potrafimy adekwatnie wyrazić niebiańskiej rzeczywistości; pozostaje ona czymś nieopisanie odległym od naszych pojęć. Święty Paweł krótko napisał: ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało ani w serce człowieka nie wstąpiło, co Bóg przygotował tym, którzy Go miłują (1 Kor 2,9). Z pewnością panuje tam wielka radość z człowieka, który jednoczy się swym sercem z Bogiem; który – w nadziei – już staje się uczestnikiem Nieba, skoro umie spotkać się z Ojcem niebieskim i ze Zbawicielem.

Łatwiej powiedzieć, co się dzieje w nas, co dzieje się w człowieku, który wielbi Boga. Podobny jest wtedy do kogoś, kto „wychodzi na słońce” i poddaje się działaniu jego promieni, chociaż o tym nie myśli. Cieszy się tylko, że jest piękna pogoda, a jakby produktem ubocznym okazuje się, że słońce dokonało cudów w jego organizmie. Jesteśmy jak człowiek, który oddycha nieskażonym powietrzem i nawet nie myśli o tym, że właśnie się dotlenia, a to mu przecież najbardziej służy.

Na czym polega zasadnicza „teologiczna” różnica między modlitwą uwielbienia a modlitwą dziękczynienia?

Warto się zatrzymać nad tą różnicą, bo często modlitwa uwielbienia jest mylnie utożsamiana z modlitwą dziękczynienia. Dziękczynienie jest w praktyce czymś łatwiejszym. Rodzi się spontanicznie w obliczu doświadczanego daru. Jest oczywistą reakcją wierzącego serca. Nietrudno wymieniać te różne dary, za które czujemy wdzięczność wobec Boga. Natomiast uwielbiamy Boga raczej nie „za coś” (chociaż i to jest możliwe), tylko „w Jego dziełach”. Uwielbienie jest darmową adoracją Boga, zupełnie bezinteresowną i dlatego przyjmując taką postawę, nie myślimy o tym, za co jesteśmy wdzięczni, tylko głosimy Jego wielkość.

Naszą modlitwą możemy uwielbiać Boga „za Jego dzieła”, „za Jego dary” (co sygnalizowałem przed chwilą), ale wtedy akcent pada nie na podziękowanie, tylko na oddanie Mu chwały: są to jakby oklaski dla Pana Boga za to, co uczynił. Ten aspekt uwielbienia jest bardzo widoczny w radości Najświętszej Maryi Panny śpiewającej w Ain Karim Magnificat.

Najważniejszą modlitwą uwielbienia jest oczywiście Eucharystia. W jakiej postawie powinniśmy ją przeżywać?

Skoro w soborowym wyznaniu wiary Eucharystia jest określona jako „źródło i szczyt życia chrześcijańskiego”, to nie ulega wątpliwości: udział w Eucharystii – szczery, zaangażowany, prawdziwie jednoczący z Jezusem – jest szczytem naszego dziękczynienia i uwielbienia. Najwspanialej uwielbił Boga sam Jezus w swojej ofierze. My się do naszego Pana przyłączamy, od Niego uczymy, razem z Nim spełniamy największe dzieło chwały.

Jak w praktyczny sposób, w codzienności możemy uwielbiać Boga?

Wielkość człowieka wyraża się w wolności woli i dlatego niezwykle cenny jest każdy akt uwielbienia zrodzony ze świadomej decyzji oddania Bogu chwały. Wielką wartość ma każde wypowiedzenie tego słowami, a jeszcze większą – wyśpiewanie (quis cantat, bis orat  kto śpiewa, podwójnie się modli). Sądzę jednak, że największym uwielbieniem Boga jest nasze posłuszeństwo wobec Niego, postępowanie według Bożego Słowa. Uznajemy wtedy (w duchu zawierzenia) mądrość Bożego objawienia. Uwierzenie Bogu i pokorna uległość Jego mądrości, są szczególnym oddaniem Mu chwały.

Uwielbienie jako sposób oddawania czci Bogu w modlitwie, nabiera szczególnego wymiaru we wspólnotach charyzmatycznych. Jaką wartość ma taka modlitwa wspólnotowa?

Kiedy gromadzimy się razem w uwielbieniu, doświadczamy podwójnego owocu. Po pierwsze ta postawa uwielbienia nas jednoczy. W atmosferze uwielbienia nikną nieistotne mury i podziały, które zrodziły się z różnorodności, a nawet z grzechu, który oddalił ludzi od siebie. Po drugie, ta modlitwa jest oczyszczająca. Zarówno problemy osobiste jak i wspólnotowe nagle widziane są w innych proporcjach, stają się mało ważne. Uwielbienie zawsze „wyciąga” człowieka ponad to, co tylko ludzkie, przyziemne, a tym bardziej ponad to, co grzeszne.

Czy warto modlić się o dar języków?

Duch Święty uzdalnia każdego do życia wiary, do relacji z Bogiem. To On jest Mocą uzdalniającą do przeniesienia spojrzenia z samego siebie na Boga. Jak zaznacza święty Paweł, to Duch Święty pozwala nam doświadczać dziecięctwa Bożego i mówić: „Abba, Ojcze!” (por. Rz 8,15n). Także dzięki Niemu jesteśmy zdolni do wyznania: „Panem jest Jezus” (zob. 1 Kor 12,3). Równocześnie, choć jesteśmy uzdolnieni do uwielbienia, doświadczamy ubóstwa naszej ludzkiej mowy. W samym polskim języku ileż mamy sformułowań, którymi możemy wyrazić postawę uwielbienia? Powiem: „uwielbiam”, „oddaję cześć”, „chwalę”, „adoruję”… Bardzo szybko wyczerpuje się zasób słów. I tutaj widzimy jak wielkim darem jest modlitwa w językach – poza intelektualnymi pojęciami; modlitwa wzbudzona przez Ducha Świętego, w której trwamy w uwielbieniu, choć nie pojmujemy słów, które to wyrażają.

Czy w podobny sposób oddają Stwórcy chwałę małe dzieci swoim gaworzeniem [Usta dzieci i niemowląt oddają Ci chwałę (Ps 8,3)]?

„Chwałą Boga jest człowiek żyjący” – głosił święty Ireneusz z Lyonu. W ogóle całe, pełne harmonii i piękna dzieło stworzenia, jest ogłoszeniem wielkości niepojętego Boga i w tym sensie jest narzędziem Jego chwały. Co do gaworzenia dzieci, wiemy że ono nie jest świadomym działaniem i sadzę, że dlatego nie jest uwielbieniem najwyższym. Małe dzieci już są chwałą Boga, chociaż o tym nie wiedzą. Chyba do tego nawiązywał Psalmista, bo maluchy są bliskie ogłaszaniu wielkości Boga przez wszystko, co stworzone. Bez wątpienia bardziej doniośle potrafi oddać Mu cześć myślący – tym bardziej świadomy swego odkupienia – człowiek dorosły.

Nawet w sytuacjach, gdy nie wszystko układa się po naszej myśli…?

Jakie to ważne, żebyśmy byli wierni! Próba wiary, chwile ciemności są wpisane w dojrzewanie człowieka. Łatwo jest wychwalać Pana Boga, gdy nic nie dokucza i mamy pełny żołądek. Ale przecież porządek naszego życia się nie zmienia, gdy jakieś sprawy nie idą po naszej myśli: nadal wszystko jest łaską, wszystko otrzymaliśmy z dłoni Bożej. Oddawanie Bogu chwały pośród trudu jest zwycięstwem nad zasadzkami zła. Świadectwo Hioba wydaje się dość jasnym pouczeniem…

Posługuje ksiądz modlitwą charyzmatyczną o uwolnienie, pełnił ksiądz też posługę egzorcysty. Czy w czasie tych modlitw, którym towarzyszyła modlitwa uwielbienia, miały miejsce jakieś szczególne Boże interwencje?

Modlitwa uwielbienia, ponieważ ustawia nas w prawdziwej relacji do Boga, najbardziej otwiera zdrój Jego miłosierdzia. Dlatego uwielbienie Boga i Chrystusa, towarzyszące modlitwie wstawienniczej o uzdrowienie czy nawet egzorcyzmom, ma duże znaczenie. Tam, gdzie kapłańską modlitwę wspomaga grupa charyzmatyczna, zawsze parę osób oddanych jest uwielbieniu. Są mocne świadectwa o takich sytuacjach, w których modlitwa uwielbienia (zwłaszcza modlitwa w językach), zanoszona równocześnie z kapłańską posługą uwolnienia, była narzędziem wielkiego osłabienia złego ducha, który dręczył człowieka. Tak więc jest to mocny oręż. Sam mam w pamięci doświadczenie wielkiego sprzeciwu złego ducha właśnie wobec modlitwy uwielbienia. Sprawując raz egzorcyzm liturgiczny nad człowiekiem, który wszedł w tarapaty przez zaangażowanie w muzykę, zawiesiłem na chwilę modlitwę liturgiczną i wraz z osobami towarzyszącymi podjąłem śpiew „Jezus Najwyższe Imię” – dobrze znaną nam wszystkim piosenkę pełną uwielbienia. Opór Złego wobec tej pieśni był o wiele większy niż wobec liturgicznych błagań czy nawet rozkazów. Przez usta zniewolonego człowieka zaczął krzyczeć wniebogłosy: „Nienawidzę śpiewu! Nienawidzę!”, okazując, jak bardzo mu dokucza chwała Boga i uwielbienie Jezusa.

Dlaczego w Kościele katolickim, poza wspólnotami charyzmatycznymi, tak mało podkreśla się znaczenie tej modlitwy? Przykładem dla nas mogłyby być wspólnoty protestanckie, gdzie uwielbienie odgrywa kluczową rolę w praktykach religijnych, stąd ich wiara wydaje się jakby bardziej żywa.

Nie mogę się zgodzić ze stwierdzeniem, że w Kościele modlitwa uwielbienia jest mało podkreślona. Może nie zawsze wszystko bywało do końca wypowiedziane, ale ta modlitwa była obecna w życiu Kościoła nieustannie, chociaż w inny, niż proponujemy dzisiaj w poruszeniu charyzmatycznym, sposób. Przecież nabożeństwa pasyjne (Droga Krzyżowa, Gorzkie Żale), modlitwa adoracyjna (zwłaszcza wobec Jezusa w Najświętszym Sakramencie), procesje teoforyczne, całe misterium Bożego Ciała – to wielkie uwielbienie. Jedyne, co wydaje się tutaj godne zauważenia, w kontekście podejrzenia, że zagubiona została doniosłość tej postawy, to fakt, że w ostatnich wiekach praktyka modlitwy szła po linii obrony prawdy precyzowanej przez teologię. Wiele tekstów, sformułowań liturgicznych czy nawet śpiewów wyrażało przekonania, których trzeba było bronić przed tendencjami heretyckimi. Tak więc główny nurt pobożności szedł po linii refleksji teologicznej. Bogactwem dzisiejszej religijności jest prosty, osobisty akcent, szczere otwarcie serca na wzór psalmisty. Wraz z mocno obecnym pierwiastkiem biblijnym w nowych modlitwach i zwłaszcza pieśniach, wydaje się to ważne i owocne.

Czym różni się cześć jaką oddajemy świętym, od tej, która przysługuje wyłącznie Bogu?

Teologia ascetyczna dokonuje rozróżnienia między modlitwą „pochwalną (czci)” i „uwielbienia”. Uwielbienie w sensie ścisłym – dotyczy tylko Boga, natomiast wobec Świętych nasza cześć jest kultem pochwalnym. Oddawanie czci, to trochę inna kategoria niż uwielbienie, które jest najwyższą adoracją zarezerwowaną wyłącznie dla Pana wszechrzeczy. Jeżeli więc możemy mówić np. o Różańcu jako formie uwielbienia, nie jest to uwielbienie Maryi. Raczej wraz z Maryją uwielbiamy Jezusa w Jego zbawczych tajemnicach. Rozważamy współudział Jego Najświętszej Matki. Jednoczymy się z Nią i doświadczamy, że Maryja dopełnia naszej ludzkiej nieporadności. Równocześnie okazuje się, że zwłaszcza kiedy Ją pozdrawiamy, Ona dużo może uczynić dla nas przed Bogiem.

Różni święci prorokowali, że w Niebie nasze szczęście będzie polegało właśnie na wielbieniu Boga. Czy nie wydaje się to zbyt abstrakcyjną zachętą do lepszego życia?

Myślę, że dla większości ludzi dojrzewających w wierze pozostaje to zachwycającą i pociągającą tajemnicą. Rzeczywistością jakby odległą i abstrakcyjną, ale tylko „jakby”. Bo życie wiary pozwalaj już tutaj otworzyć serce na świat, do którego prowadzi prawdziwe uwielbienie. Ono już tutaj, na tej ziemi, wprowadza w doświadczenie jedności i miłości w Duchu Świętym – a to jest Królestwo Boże. Prawdziwe uwielbienie to „pokój i radość w Duchu Świętym” (Rz 14,17), które wypełniają ludzkie serce. Ci, którzy wchodzą w nurt uwielbienia wiedzą, że człowiekowi niewiele potrzeba, albo tylko jednego (por. Łk 10,42). Tego rodzaju chwila już tu, na ziemi, chętnie jest przedłużana… Dwie godziny uwielbienia to wielka radość. Przeżyjmy ją wspólnie!

Ks. Jan Reczek