Wartości moralne

Wartość jest terminem wieloznacznym

Słowem tym posługujemy się np. gdy mówimy o miłości, męstwie, sumienności, zdrowiu czy pięknym obrazie. Jak widać mamy tu do czynienia z bardzo różniącymi się od siebie zjawiskami. Wartością może być bowiem zarówno przedmiot jak i ideał postępowania. W tym aksjologicznym gąszczu da się jednak wprowadzić pewien porządek i wytyczyć linie demarkacyjne dzielące wartości na poszczególne klasy.

Zabiegu takiego dokonał między innymi Max Scheler ustawiając dodatkowo wartości według hierarchii ważności. Na samym dole znalazły się wartości hedoniczne (czyli przyjemności zmysłowe), wyżej usytuował wartości witalne (zdrowie), następnie duchowe (poznawcze, estetyczne, prawne), na samym szczycie zaś umieścił wartości religijne.
 
Terminem wartość posługujemy się w filozofii dopiero od II. połowy XIX wieku. Wcześniej w powszechnym użyciu było słowo 'dobro'. Warto wiedzieć, że pojęcie to ma dość długą tradycję. Już św. Tomasz z Akwinu, nawiązując do filozofów greckich wyróżniał trzy rodzaje dóbr: dobro użyteczne pomagało osiągnąć jakiś cel (np. ktoś chcę zdobyć dyplom by znaleźć ciekawą pracę); dobro przyjemne sprawiało po prostu przyjemność; zaś dobro godziwe to dobro pożądane ze względu na własną zacność i godność.

Szczególne miejsce w świecie wartości zajmują wartości moralne. Spróbujmy zatem odpowiedzieć na pytanie czym są i jaką pełnią role w życiu każdego człowieka. Zacznijmy od dość oczywistego stwierdzenia, że czynności jakie podejmujemy posiadają swoja wewnętrzną celowość. Otóż wcielanie w życie danej wartości moralnej polega na tym, że podejmowane przez nas działania mocą swojej dynamicznej struktury zmierzają w kierunku realizacji ideału osobowej doskonałości. Wartości moralne są zatem wzorami postępowania, które ze swej natury rozwijają i doskonalą człowieka jako osobę, a nie tylko jego poszczególne uzdolnienia. Osobowy wymiar moralności zasługuje na podkreślenie, jako, że zgodnie z zasadą prymatu osoby nad społeczeństwem wartości moralne wyrażają wzory doskonałości człowieka traktowanego jak osobę właśnie, a nie wyłącznie jak człon społeczny.

Wartości bazują zatem na ludzkiej naturze i z niej czerpią swoją obiektywność i niezmienność. Nie są kwestią umowy, tak jak nie jest nią ludzka natura. Wartości moralne są zatem absolutne, czyli ogólnoludzkie i niezmienne, a także obiektywne, co oznacza, że są przez ludzki umysł odkrywane, a nie stwarzane. Powyższa teza dotyczy oczywiście niektórych tylko wartości. Wiele z nich jest bowiem uwarunkowana indywidualnymi właściwościami danej osoby, czy klimatem kulturowym, w którym wzrastała.

Świat obiektywnych wartości moralnych odkrywa przed nami Biblia, a także wiele wartościowych książek, filmów czy sztuk teatralnych. Ludzie wszystkich czasów odnajdują w Piśmie Świętym odpowiedź na pytanie o taki sposób życia, aby miało ono najwyższą jakość. Od wieków zachodzi swoisty rezonans pomiędzy przesłaniem Ewangelii a ludzkim losem, co sprawia, że  treści tam zawarte są wciąż aktualne. Gdyby ludzkość na przestrzeni dziejów zmieniła się radykalnie, to dziś już nikt by Biblii nie czytał z zamiarem odnajdywania w niej cennych dla siebie wskazówek. Jako dzieło przebrzmiałe stałaby się obiektem zainteresowania co najwyżej garstki pasjonatów.

Wartości moralne a wolność

Wolność to temat rzeka. Na potrzeby niniejszego artykułu chciałbym ograniczyć się jedynie do kilku jej istotnych aspektów. Otóż wolność jak wiadomo dzieli się na wolność zewnętrzną i wewnętrzną. Ta pierwsza polega na braku zewnętrznych (potencjalnych lub aktualnych) przeszkód. Druga natomiast, określana czasem wolnością psychologiczną, to wewnętrzna zdolność człowieka do oparcia się silniejszemu motywowi i pójścia za słabszym. Chodzi tu na przykład o sytuacje, gdy bardzo czegoś pragnę, a rozsądek podpowiada mi, że należy z tego zrezygnować lub odłożyć na później.

Naturalistycznie zorientowani oponenci, dla których człowiek to rodzaj zdeterminowanej maszyny, mogliby w tym momencie zauważyć, że zawsze pociągani jesteśmy przez silniejszy motyw, nawet gdy subiektywnie odbieramy czy interpretujemy go jako słabszy. Osoby te będą twierdziły, że nawet gdy wbrew zachciankom, z czysto intelektualnych względów decydujemy się na określony sposób postępowania, to tak naprawdę nie wynika to z naszej wolności, a z tkwiących w nas deterministycznych skłonności, którym poddana jest cała rzeczywistość. Zauważmy jednak, że z tej perspektywy w podobny sposób wyjaśniony by został wszelki heroiczny nawet czyn. Ta metoda argumentowania wynika bowiem z materialistycznej wizji człowieka, a w paradygmacie materialistycznym zwyczajnie nie ma miejsca na inną interpretację.

Na marginesie dodam, że mimo posiadania wolnej woli cały czas podlegamy wielu różnorodnym uwarunkowaniom. Niektóre z nich są na tyle silne, że trudno im się samodzielnie przeciwstawić. Chodzi tu na przykład o depresje, lęki czy zaburzenia osobowości. W dzisiejszych czasach korzystanie z pomocy psychologa czy psychiatry nie powinno już być powodem do wstydu.

Wolność jest niekwestionowaną wartością. Tęsknimy wszak za swobodą umożliwiającą nam samostanowienie. Między wolnością a wartościami moralnymi zachodzi jednak istotna różnica. Otóż wartości moralne jak wiadomo są wzorcami działań doskonalącymi człowieka jako osobę. W wolności jako takiej brakuje natomiast odniesienia do ideału człowieczeństwa. Wolne czyny mogą bowiem człowieka zarówno degradować jak i doskonalić. Stąd bierze się tkwiąca w wolności ambiwalencja, ale też paradoksalność. Oto bowiem można tak korzystać ze swojej wolności, że się ją utraci. Z drugiej strony rezygnacja z części wolności prowadzi do jej zwielokrotnienia. W tym drugim przypadku mamy do czynienia z wolnością moralną, a więc taką, która uwzględnia dobro własne i innych ludzi.

Najlepszym rozwiązaniem jest zatem rezygnacja z części wolności. Nie powinno nas to jednak napawać smutkiem. Po pierwsze tych ograniczeń nie jest aż tak wiele. Ich przestrzeganie wciąż pozostawia dużo swobody. Po drugie warto uświadomić sobie, że naszym celem jest zarówno wolność jak i szczęście, a to drugie osiągnąć można poprzez nałożenia na siebie takich ograniczeń, które zoptymalizują rozwój i zadowolenie.

Relatywizm

Relatywizm moralny to pogląd, że wartości moralne są zmienne historycznie i społecznie. Dla relatywisty to co dla jednego jest dobre, dla innego może być złe. Takie stanowisko reprezentowali już sofiści. Głosili mianowicie, że normy moralne to kwestia umowy społecznej. Idea ta odżywała później wielokrotnie.

Relatywizm ma dwie odmiany: obiektywistyczną i subiektywistyczną. Przykładem pierwszej jest materializm historyczny Marksa i Engelsa. W tym przypadku wartościom moralnym wprawdzie przyznawano obiektywność, twierdzono jednak, że ewoluują w zależności od panujących w danym społeczeństwie stosunków ekonomicznych. Z kolei subiektywistyczną opcję relatywizmu reprezentuje emotywizm redukujący moralność do rzędu emocji.

Emotywizm

Emotywizmowi warto poświęcić chwilę uwagi. Główny zarzut jaki można postawić temu stanowisku to jednostronne podejście do problemu wartości. Nie ulega wątpliwości, że ideały ludzkiego postępowania są przez ludzi przeżywane. Słysząc takie słowa jak miłość bliźniego, pokój, męstwo czy przyjaźń budzi się w nas tęsknota za światem, w którym ludzie jak najczęściej zachowywaliby się zgodnie z wyrażonymi w nich treściami. Dużym uproszczeniem jest jednak na tej podstawie twierdzić, że wartości tworzy sam akt ich przeżywania. Niemała rola przypada bowiem rozumowi, który odkrywa wpływ danego czynu na rozwój osoby. Poza tym za błędne należy uznać przeciwstawianie emocji intelektowi i twierdzenie, że wartości są wytworem wyłącznie uczuć. Gdyby tak było wówczas za wartościowe należałoby uznać czynności, które wprawdzie sprawiają zadowolenie, na dłuższą metę są szkodliwe.

Konsekwentny relatywizm?

Także dziś nie brakuje osób wyznających relatywizm. Jak przykład chciałbym przytoczyć wypowiedź publicysty i zadeklarowanego ateisty Mariusza Agnosiewicza. W jednym z wywiadów stwierdza: Etyka dekalogu, nawet po odrzuceniu pogróżek zazdrosnego Boga, które są w niej formalnie priorytetowe  (pierwsze przykazania), nie jest etyką uniwersalną, lecz trybalistyczną i minimalistyczną etyką zakazów: nie cudzołóż, nie kradnij, nie pożądaj. Potem zaś dodaje: Etyka judeochrześcijańska nie jest więc uniwersalna, lecz archaiczna.
 
Autorowi powyższej wypowiedzi wypada pogratulować wyobraźni, skoro przykazanie: nie kradnij nie jest dla niego uniwersalne. Sugeruje on bowiem, że jest w stanie ogarnąć swoim umysłem wizję wspólnoty, w której prawo własności prywatnej nie jest szanowane.

Prawdomówność jako przykład wartości moralnej

Moralność tymczasem posiada elementy obecne w każdej epoce i obowiązujące wszystkich. Dobrym przykładem jest tu chociażby prawdomówność. Wiele osób sądzi, że skoro istnieją przypadki, w których powiedzenie prawdy mogłoby zaszkodzić, to znaczy, że prawdomówność nie jest wartością absolutną. Ilustracją tej tezy mogłaby być na przykład historia przedstawiona w dramacie Dzika Kaczka H. Ibsena. Oto autor konfrontuje nas z sytuacją, gdy ujawnienie prawdy doprowadza do rodzinnej tragedii. Czy jednak można na tej podstawie wysnuć wniosek, że prawdą i kłamstwem można żonglować do woli? Skoro są
przypadki, w których kłamstwo wydaje się być optymalnym rozwiązaniem, a prawda czymś niepożądanym, to co sprawia, że jedno drugiemu nierówne?

Odpowiedź można znaleźć odwołując się do ludzkiej natury. Otóż nawet jeśli człowiek swoim postępowaniem doprowadza do sytuacji, w której kłamstwo wydaje się być najlepszą opcją, to nie znaczy jeszcze, że prawdomówność zmienia lub traci swój zasadniczy status aksjologiczny. Nadal czymś pożądanym jest przekazywanie prawdziwych informacji, ponieważ wartość prawdomówności zakorzeniona jest w wartości zaufania. Zaufanie z kolei jest warunkiem koniecznym istnienia jakiejkolwiek wspólnoty.

Ostatecznie zatem wartość prawdomówności opiera się na społecznym charakterze ludzkie natury, a także chęci przetrwania i podnoszenia jakości życia na coraz wyższy poziom. Filozofowie głoszący, że ludzie są różni i negujący istnienie czegoś takiego jak ludzka natura będą mieli problem z wyjaśnieniem dlaczego akurat kłamstwo traktowane jest jako wyjątek od prawdomówności, a nie na odwrót.

Poza tym warto pamiętać, że wrażenie zmienności może powstać, gdy sprzeniewierzenie się danej wartości następuje na skutek próby urzeczywistnienia innej wartości. Ten sam czyn różnie będzie oceniany w zależności od tego, którą z tych wartości rożni ludzie sytuują wyżej w hierarchii. Tym, co podlega zmianie jest jednak wartościowanie danej czynności, a nie wartości, które w akt wartościowania są zaangażowane.

Trudność Hume'a

Poza relatywizmem historia etyki konfrontuje nas dodatkowo z dość subtelnym problemem natury poznawczej. Został on postawiony przez żyjącego w epoce Oświecenia szkockiego filozofa Davida Hume'a. Zdaniem tego myśliciela nie istnieje logiczne przejście od zdań oznajmujących do zdań powinnościowych. Innymi słowy logika nie dysponuje schematem wnioskowania, przy pomocy którego z tego co jest moglibyśmy wydedukować to, co być powinno. Pojawia się wobec tego pytanie, jak uprawomocnić sądy wartościujące. Z wcześniejszego wywodu wynika bowiem, że nie są one arbitralne.

Rozwiązanie powyższego dylematu zależy od przyjętych założeń metafizycznych i teoriopoznawczych. Zapoznając się z nim czytelnik powinien zwrócić szczególną uwagę na ścisły związek etyki z innymi dyscyplinami filozoficznymi. Pozwoli to wyrobić sobie zdanie co do sensowności wykładania tego przedmiotu w polskich szkołach przy minimalnym tylko zapoznaniu uczniów z epistemologią, ontologią i historią idei.
 
Otóż przejście od porządku bytu do porządku wartości opiera się na zdolności ludzkiego umysłu do odkrycia, że wewnętrzna dynamiczna struktura określonego aktu zmierza w kierunku udoskonalenia człowieka jako osoby. Sąd wartościujący z perspektywy tomizmu jest zatem prawdziwy jeśli odzwierciedla zgodność pomiędzy dynamiką danej czynności, a jej zdolnością do urzeczywistniania ideału osobowej doskonałości. Dylemat Hume'a zostanie natomiast utrzymany w mocy z punktu widzenia tych kierunków filozoficznych, które negują lub poddają w wątpliwość możliwość dotarcia przy pomocy rozumu do istotowych struktur
człowieka i otaczającej go rzeczywistości.

Konflikt wartości

Nie mniej ważnym zagadnieniem jest problem konfliktu wartości. Pojawia się bowiem pytanie, czy subiektywnie przeżywane rozterki znajdują swoje odzwierciedlenie w obiektywnym porządku wartości.

Zacznijmy od wyjaśnienia, czym w ogóle jest ów konflikt. Otóż konflikt wartości zachodzi wtedy, gdy człowiek zmuszony jest do pogwałcenia jakiejś wartości w celu ochrony innej. Nie mamy natomiast do czynienia z konfliktem w tym sensie, że w treści jednej wartości (np. prawdomówności) znajdują się elementy pozostające w sprzeczności z jakimiś elementami obecnymi w treści innej wartości (np. dyskrecji). Tego typu dylematy moralne pojawiają się na przykład wówczas gdy obrona własnego życia domaga się uśmiercenia napastnika.

Problem z agresorem próbowano rozwikłać poprzez zastosowanie zasady podwójnego skutku – dobrego i złego. Według tej zasady mam prawo dokonać czynu wewnętrznie złego pod warunkiem jednak, że czyn dobry będzie przedmiotem mojego zamierzenia, a zły jedynie tolerowany jako konieczny skutek uboczny.

Ks. prof. Tadeusz Ślipko SJ uważa jednak to rozwiązanie za niewystarczające. Skoro bowiem zobowiązani jesteśmy do przestrzegania naczelnego imperatywu etyki chrześcijańskiej: czyń dobro, unikaj zła, to znaczy, że nie jesteśmy w sposób fundamentalny skazani na czynienie zła.

W przeciwnym wypadku oznaczałoby to, że zło jest koniecznym składnikiem ładu moralnego, a rzeczony imperatyw jest w pewnych sytuacjach niewykonalny.

Wspomniany autor rozwiązuje powyższy dylemat przy pomocy teorii koordynacji wartości. W myśl tej koncepcji zakres jednej wartości jest ograniczony przez inną wartość. Prawdomówność musi uwzględniać dyskrecję i na odwrót. Względne ograniczanie się wartości nie ma jednak charakteru dowolnego. Ks. prof. Tadeusz Ślipko SJ upatruje czynnika ograniczającego ów zakres w akcie agresji. Gdy na przykład ktoś niesprawiedliwie próbuje wydobyć z nas jakaś ważną informację, wówczas "fałsz  służąc obronie sekretu nie jest kłamstwem" (patrz Zarys etyki ogólnej, str. 241).

Podobnie wspomniany filozof rozwiązuję problem zabójstwa dokonanego w obronie własnego życia. O ile agresja ma charakter aktualny, a akt pozbawienia życia napastnika jest konieczny w celu uratowania własnego, wówczas moralna wartość życia agresora ulega ograniczeniu.

Pojawia się przy okazji wątpliwość, czy Tadeusz Ślipko poprzez proponowane 'wyjątki' nie wchodzi na teren etyki sytuacyjnej i czy poprzez proponowany wyłom nie sprzeniewierza się piątemu przykazaniu. W odpowiedzi wystarczy zauważyć, że w świadomości moralnej ludzkości norma: nie zabijaj jest równie powszechna co omawiane wyżej graniczenie. Zdrowy rozsądek podpowiada, że agresor nie może być w korzystniejszej sytuacji niż jego ofiara. Poza tym nie mamy tu do czynienia z przyzwoleniem na indywidualne ustalanie wyjątków według prywatnych odczuć, a z odkryciem uniwersalnego i precyzyjnie określonego ograniczenia.

Przedstawiona powyżej wizja wartości moralnych raczej nie jest dziś popularna. Wielu osobom kojarzy się z przymusem i totalitaryzmem. Skoro bowiem pewne wartości moralne są absolutne, to każdy powinien ich przestrzegać.

Czy jednak relatywizm daje tak upragnioną swobodę? Niekoniecznie. Wszak obecny niedawno w naszym kraju socjalizm czerpał swe ideowe soki z marksizmu, traktującego przecież moralność jako zjawisko zmienne historycznie.  Wydaje się zatem, że istotna rolę odgrywa tu raczej subiektywna pewność siebie.

Paweł Wieczorek