Przez Maryję człowiek żyje i do nieba wraca…

Od tego momentu, kiedy Archanioł Gabriel pojawił się w domku w Nazarecie, ogłaszając Maryi Bożą wolę, Ona sama, gdziekolwiek się pojawiała, niosła ludziom nadzieję, wsparcie i radość – ponieważ obiecywała przyjście Chrystusa

Corocznie majowy miesiąc obchodzimy w polskim Kościele jako czas poświęcony Matce Bożej. Nieprzypadkowo tak się dzieje, bo Ona sama jest dla nas uosobieniem „wiosny Nowej Ery”, a maj właśnie jest pierwszym miesiącem roku, w którym aura nasza nie mocuje się już z porannymi przymrozkami, ale uśmiecha się słonecznie do całego świata. Podobnie na naszej drodze do Boga Maryja-Wiosna jest najpotężniejszą prorokinią, której obecność zapowiada przyjście Zbawiciela. Wprawdzie lata Nowej Ery liczymy od czasu narodzenia Chrystusa, ale to właśnie dzięki Zwiastowaniu wiemy na pewno, że Bóg wybrał już czas i że wkrótce cud ten nastąpi.

Od tego momentu, kiedy Archanioł Gabriel pojawił się w domku w Nazarecie, ogłaszając Maryi Bożą wolę, Ona sama, gdziekolwiek się pojawiała, niosła ludziom nadzieję, wsparcie i radość – ponieważ obiecywała przyjście Chrystusa. Być może właśnie dlatego sceny z życia Maryi, jakie zostały nam przekazane przez ewangelistów – a także inne informacje i legendy odnoszące się do życia Najświętszej Panny – stały się ulubionymi motywami inspirującymi nie tylko malarzy i poetów, ale i nas, zwykłych ludzi, którzy często powtarzamy modlitwę Zdrowaś Maryjo i rozważamy tajemnice Jej życia, chwaląc przy tym Boga za wszystko, czego dokonał w życiu tej Najświętszej ze wszystkich kobiet. Wielkim nabożeństwem do Matki Bożej odznaczali się też liczni święci.

Jak przekazuje tradycja, kiedy w 1604 roku otwarto grobowiec św. Kazimierza, pod głową zmarłego znaleziono kartę z hymnem sławiącym Maryję – ponoć modlitwę tę święty odmawiał codziennie. Jeśli wierzyć przekazowi tradycji, tekst tej modlitwy pochodzi przynajmniej z połowy XV wieku.

Hymn rozpoczyna się od wspaniałej inwokacji, będącej zachętą własnej duszy do codziennego wysławiania naszej Pani. Poetyckie modlitwy często zawierają takie właśnie strofy, mające na celu rozbudzenie pobożności w duszy oraz skupienie myśli. Poeta zachęca więc:

Póki żyję
Niech Maryję
Co dnia wielbi dusza;
Niech pamięta
Na Jej święta,
Jej się życiem wzrusza.

Skromna ta zwrotka jest jednak nie tylko zachętą do modlitwy, ale również podaje wskazówkę, co należy czynić, aby uwielbienie Maryi pozostało zawsze żywe: otóż należy rozpamiętywać poszczególne sceny z Jej życia oraz uroczyście obchodzić Jej święta. Jedna z kolejnych zwrotek poszerza jeszcze tę perspektywę chwały.

O bez końca,
Matce Słońca
Niech brzmią pieśni chwały;
Jej litoście
ciągle głoście,
roznieście w świat cały.

Przede wszystkim pojawia się tu rzecz najważniejsza, mianowicie ukazanie przyczyny, dla której tak sławimy Maryję, bo choć cudownie jest ze wzruszeniem rozważać Jej święte życie, to jednak rzeczą najważniejszą jest to, że stała się Ona „Matką Słońca”. Sławimy Ją więc za to, że dała nam Zbawiciela, który rozproszył mroki grzechów. Choć jednak poeta namawia tu wszystkich do wysławiania „litości”, czyli miłosiernie udzielanych łask, zdaje sobie sprawę, że wszystkie słowa, choćby najbardziej wzniosłe, to za mało, aby z jednej strony opisać wielkość Serca Maryi, a z drugiej strony wypowiedzieć ludzką wdzięczność. Dlatego już w następnej zwrotce przemawia:

Nie znajdziecie
Na tym świecie
Tak wzniosłej wymowy,
Co Jej cnocie
W swym polocie
Zrównałaby słowy.

Może się wydawać, że mamy tu do czynienia z pewną sprzecznością: niby poeta zachęca nas do modlitwy, a jednak z góry nas ostrzega, że będą to modlitwy niedoskonałe. Tym samym, stosując sprytny chwyt oratorski, pokazuje wielkość Serca Maryi, którego nie da się opisać słowami. Pewnie więc dlatego – wróćmy na moment do wcześniejszej zwrotki – sugeruje, aby „wzruszać się”, rozważając Jej życie – czyli modlić się sercem, które jest w stanie powiedzieć o wiele więcej niż usta.

Niejako na potwierdzenie tego, jak wspaniałą świętą jest Boża Rodzicielka, w dalszej kolejności przytacza poeta znane od pierwszych wieków chrześcijaństwa porównanie Maryi do Ewy:

Za grzech Ewy
Spadły gniewy,
Śmierć ludzi zatraca;
Przez Maryję
Człowiek żyje
I do nieba wraca.

Maryja to „Druga Ewa”, która przyniosła światu Zbawiciela. Znów moglibyśmy powiedzieć, że w poetyckim zapale poeta nieco się zapędził, mówiąc, iż Maryja otwiera bramy nieba, podczas gdy wiemy, że być pod krzyżem to nie to samo co na krzyżu umrzeć. Jednak to poetyckie uniesienie jest jak najbardziej usprawiedliwione – Ona przecież przynosi Jezusa, wskazuje na Niego i nakazuje Go słuchać – jak w Kanie Galilejskiej: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie (J 2, 5) – i to właśnie słuchanie Pana Jezusa jest warunkiem, aby dokonał się cud.

Wszystkie klasyczne modlitwy maryjne kończą się pokorną prośbą o opiekę nad grzesznymi ludźmi. Nie inaczej jest też w przypadku tego hymnu. Poeta najpierw sam siebie zachęcał do modlitwy, następnie rozważał to, co wydarzyło się w życiu Maryi i wychwalał pomoc udzielaną proszącym, aby ostatecznie samego siebie polecić opiece Najświętszej Panny.

Modły Twemi
Dzieci ziemi
Ogrzej w zimnym świecie;
Weź to, Pani,
Co nas rani,
Co psuje i gniecie.

Daj ulżenie,
Wspomożenie
Twym sługom obficie;
Co gorliwie
Czczą prawdziwie
Twe święta i życie.

Nieznany autor tej modlitwy, a dzięki niemu każdy, kto odmawia ten hymn, prosi o pomoc w przezwyciężeniu tego co złe, ale także o siłę w walce o dobro. To bardzo ważne, że gdy prosimy w modlitwie o pomoc, sami nie uciekamy od życia, od jego przeciwności i zmagań, ale błagamy o to, abyśmy w trudnych sytuacjach nie zostali sami – samotnie ciężko niesie się własne krzyże.

Piękny obraz modlitwy, która „ogrzewa” nas w zimnym, grzesznym świecie, pozwala nam spojrzeć z nadzieją na drogę, jaka jest przed nami, a majowe słońce jest żywym symbolem tego, że świat, w jakim żyjemy – choć często straszny – ostatecznie jednak należy do Boga.

Jakub Kołacz SJ

Oto są bowiem Święta Paschalne. (ks. Marek Wasąg)

Oto są bowiem Święta Paschalne

W dobie kryzysu i ciągłego zagrożenia koronawirusem, a co za tym idzie wielu wątpliwości i emocji związanych z naszym życiem religijnym, zwłaszcza w kontekście zbliżających się najważniejszych dni dla wszystkich chrześcijan – Świąt Wielkanocnych, wiele osób stawia sobie pytanie: jak zachować się w tej sytuacji i jak przeżyć ten czas? Jedni, pełni napięć i wewnętrznego bólu, z powodu dość restrykcyjnej redukcji celebracji liturgii Paschalnej, próbują nawet wywierć presję na zmianę tych zarządzeń, drudzy podchodzą do sprawy z pokojem, oczekując z ufnością na rozwój wydarzeń, inni, religijnie obojętni, myślą o tym, by się po prostu nie zarazić i jakoś wyjść z opresji bez szwanku.

Sytuacja obecna jest niewątpliwie Bożą łaską dla świata, ludzkości, a szczególnie dla Kościoła. Bóg nas odziera bez znieczulenia, kładzie kres kultowi złotego cielca (jedno z czytań liturgii Wielkiego Postu Wj 32,7-14). Słowo Boże każdego dnia wspaniale nam interpretuje rzeczywistość, w której przyszło nam żyć. Jest doskonałym rachunkiem sumienia i budzi nadzieję (jak to słowo Boże). Pan Bóg, w sposób radykalny pozbawia nas tego, co zewnętrzne, łącznie z możliwością uczestnictwa w Eucharystii (swoją drogą, uważam, że w taki sposób chce zwrócić naszą uwagę na liczne profanacje i świętokradztwa Eucharystii, co do których niektórzy już się nawet chyba przyzwyczaili).

Jak patrzymy w serce, to widzimy całe stado złotych cielców, które ryczą, żeby oddawać im cześć. Całe mnóstwo cielców: dbałość o uznanie, wzgląd na opinię innych, ekologiczne jedzenie; są w nas takie cielątka, które ciągle chcą być głaskane, zauważane, dowartościowane, okadzane, cielcem może być też forma modlitwy, duchowość, różne przejawy religijności, ulubieni księża, bez których po prostu nie da się żyć, mogą nimi być doznania emocjonalno – duchowe, np. spoczynki w Duchu Świętym, a nawet charyzmaty, jakże Kościołowi dziś potrzebne. Takim cielcem może być nawet sposób przyjmowania Komunii: do ust, albo na rękę, a nawet, o zgrozo, cielcem może być Msza św., jako po prostu religijne przyzwyczajenie, w którym im częściej uczestniczę, tym bardziej mam poczucie bycia kimś wyjątkowym, w tym, co by nie powiedzieć, pogańskim świecie, przez co patrzę z góry na tych co do kościoła nie chodzą. Dla wielu kapłanów cielcem są kolejne akcje duszpasterskie, z których niewiele wynika, oprócz tego, że „coś” się dzieje. Korporacyjnie nakręceni, myślą czym tu jeszcze okadzić swojego cielca.

Dlatego Pan przechodzi z mocą i oczyszcza swoją trzodę ze złotych cielców, rozbija stare bukłaki, kruszy schematy, obnaża rozdźwięk pomiędzy religijnością i wiarą, i przypomina, że On jest Świątynią. I mamy czas, wreszcie mamy czas. Księża mają czas na modlitwę, rodzice mają czas dla dzieci, rodzeństwo ma szansę bliżej się poznać, ludzie wstają rano wyspani, wreszcie mamy czas!

Czy przez wieki nie ulaliśmy sobie cielców z naszych zwyczajów, przyzwyczajeń, obrzędów, godności, fatałaszków, pracy, kariery, nowych wrażeń religijnych, namiętnego słuchania Youtubowych proroków? Lubimy mieć Boga pod kontrolą, przyzwyczailiśmy się do Boga, który jest na nasze zawołanie, którym można manipulować i którego można zawłaszczyć. Wielu może się wydawać, że robi Mu łaskę, że Go czci, a tak naprawdę często adoruje samych siebie.

Nasze EGO chce sobie podporządkować Boga i oddawać Mu cześć według własnych wyobrażeń i potrzeb. Liturgia, choć ma służyć Bożej chwale, może się stać kultem złotego cielca, w którym chodzi tak na prawdę o dobre samopoczucie, wypełnienie Prawa, oddanie Bogu, co boskie, żeby się poczuć porządnym katolikiem. Godzina w tygodniu dla sacrum, a potem to już tylko profanum. Trzeba uczciwie powiedzieć, że okoliczności, w których przyszło nam dzisiaj żyć, pokazują, że my tak naprawdę nie znamy Boga, bo On jest INNY niż nasze wyobrażenia o Nim. Dlatego tylu ludzi dzisiaj wpada w frustrację, panikę, histerię, myśląc że walczą o Boże prawa, a tak naprawdę walczą o swojego cielca, do którego się po prostu przyzwyczaili, przy którym czują się bezpieczni i którego utrzymują na smyczy własnych lęków.

Panu Bogu natomiast spodobało się zafundować nam Święta Paschalne w nowym wydaniu. I nie mam złudzeń, że to będą prawdziwie Święta Paschalne, w których Pan odziera nas z wszelkich splendorów i zewnętrzności, żeby nic nam Go nie przysłaniało. Z Niego w Święta Paschalne zdarli nawet tunikę, pozbawili wszystkiego, co miał ze świata, dlatego Pan zaprasza nas tym razem, aby wejść do swej izdebki i oddawać Mu cześć w Duchu i prawdzie.

Kiedy ludzi religijnych pozbawi się obrzędów, to się gubią i nie potrafią się odnaleźć, czują się zdezorientowani i napełnia ich lęk. Tymczasem Bóg nie ogranicza się do świątyni, ani do liturgii, Bóg daje się poznać tym, którzy Go miłują i współdziała z nimi we wszystkim dla ich dobra (por. Rz 8,28).  Kapłan i lewita zrezygnowali z okazania miłości, bo śpieszyli na świątynną celebrację (por. Łk 10,31-32). Być może Bóg nam chce przypomnieć, że pierwszym ołtarzem ofiarnym jest ludzkie serce. Jak to cudowne, że Jezus uczynił chrześcijaństwo religią serca, a nie świątyni. Dzisiaj, kiedy mamy ograniczony dostęp do ołtarza eucharystycznego, może warto pozaglądać co się dzieje na ołtarzu serca, komu służę i komu składam ofiary.

Zwiastowanie Pańskie nie dokonało się w świątyni, ani nawet w Jerozolimie, tylko w zabitej dziurze, o której w Starym Testamencie nikt nie słyszał, i wobec zwykłej dziewczynki, która niczym szczególnym się nie wyróżniała i niczego nie robiła, tylko słuchała słowa Boga. To wydarzenie było dla Niej jak istne trzęsienie ziemi, przed którym mogła uciec, gdyby chciała, a poszła va bank, wierząc, że JAHWE wie lepiej jak powinno być; Boże Narodzenie dokonało się poza miastem, z dala od elit religijnych; śmierć Jezusa też miała miejsce poza murami miasta i była to pierwsza liturgia paschalna (bez Dwunastu, bez znajomych i przyjaciół; oprawcy zdarli z Niego szatę, poili octem, szydzili, a potem włócznią żołnierz przebił Mu bok). Teraz Bóg zaprasza swój Kościół do wejścia w jego (Kościoła) Wielki Tydzień, a my mamy łaskę w tym uczestniczyć.

„A obok krzyża Jezusowego stał: Matka Jego i siostra Matki Jego , Maria, żona Kleofasa i Maria Magdalena”, no i Jan – 5 osób (Na tyle jest pozwolenie:)). Tak wyglądała pierwsza liturgia. Historia zatoczyła koło? To prawdziwa łaska, kiedy już widać promienie poranka zmartwychwstania, choć czas oczyszczenia dopiero się zaczął.

Mogą mnie dziwić, a nawet boleć niektóre decyzje Pasterzy Kościoła, ale wiem, że kiedy ich słucham, trwam pod krzyżem, nawet gdybym nie mógł odprawiać Mszy świętej. I to się Bogu podoba. Dla miłości nie ma znaczenia czas, przestrzeń i okoliczności, „miłość wszytko znosi, wszystkiemu wierzy, wszystko przetrzyma” (por. 1 Kor 13).

Obecna sytuacja jasno pokazuje podział wśród ludzi wierzących: ludzie o głębokiej duchowości paschalnej, którzy trwają w pokoju, podporządkowują się przepisom prawa bez buntu i mają nadzieję na zmartwychwstanie, pozbawieni możliwości adoracji Najświętszego Sakramentu, adorują Jezusa w swoim sercu i w drugich; i na ludzi o neurotycznej duchowości, którzy z lęku wypisują kilometry smsów, wysyłają tysiące filmików, orędzi o końcu świata, irytują się i złoszczą, rwą włosy z głowy i kwiczą z bólu, piszą petycje, patrząc jak to Łódź Piotrowa idzie na dno, a wszystkiemu są winni papież i biskupi. Zapominają tylko, że w tej łodzi śpi Pan Jezus, który jednym słowem, spojrzeniem, uśmiechem może odwrócić historię ludzkości, czego świadkami aktualnie jesteśmy.

Warto zauważyć, że chrześcijaństwo rozprzestrzeniło się na świat między innymi dzięki temu, że w Jerozolimie wybuchło prześladowanie. Dlatego ufam, że obecny ucisk jest zapowiedzią nowej wiosny Kościoła. Mocno w to wierzę, że kiedy wrócimy do naszych świątyń, to Sakrament będzie dla nas rzeczywiście Najświętszy, że z większą dbałością będziemy przyklękać, kłaniać się, robić znak krzyża, że może zrozumiemy, że święta liturgia to nie czas na odbieranie telefonu, odpisywanie sms-a pod ławką, ale wyjątkowa okazja, by w wyjątkowy sposób, to znaczy z głębi serca, oddać Bogu chwałę i że serca nasze będą płonąć żarem autentycznej miłości podczas przyjmowania Komunii świętej.

Często odnoszę wrażenie, że katolicy myślą, że Jezus jest katolikiem, prawosławni, że prawosławnym, protestanci, że protestantem, a On jest po prostu Bogiem i nic się nie wymyka z Jego rąk. Zagrzmiał Bóg z majestatu! Bóg, który robi generalne przedświąteczne porządki, bo nas bardzo kocha!!!

Sytuacja w której jesteśmy, obnażyła w naszych braciach głęboko ukryte lęki, które wychodzą w postaci paniki z powodu ograniczeń wydanych przez Episkopat i Rząd (historia święta idzie w parze z historią świecką). W trosce o czystość wiary, nawet nie widzą, jak często oddają cześć złotemu cielcowi ulanemu z własnych przekonań, poglądów, racji i prorockich ambicji, bo przecież Bóg jest po to żeby nam służyć… A tymczasem Bóg nam pokazuje, że nic nam się nie należy, ani maseczki, ani Msza św., nawet Komunia na Wielkanoc. Wielu sobie nie wyobraża świąt bez koszyka (kolejny złoty cielec), kadzidła, straży grobowej, mokrego dyngusa, pojawiającego się w większości świątecznych życzeń, no i jak to w staropolskim zwyczaju bywa sutej gościny, zakrapianej pędzonym od Nowego Roku samogonem. Księża, czekający z utęsknieniem na prałackie nominacje, rozdawane w Wielki Czwartek, będą musieli jeszcze trochę potęsknić, no i nie będzie w tym roku świątecznych dochodów w parafiach, tylko same straty 🙁  „Oto są bowiem Święta Paschalne, w czasie których zabija się prawdziwego Baranka, a Jego Krew oczyszcza domy wierzących” (Exultet). To jest czas prawdziwego oczyszczenia. Tylko myśmy się trochę przyzwyczaili, że ta śmierć, ta Pascha, jest taka trochę na niby i to nas nie dotyczy, to dotyczy Baranka, my jesteśmy od tego, żeby świętować. A w tym roku dotyczy (łącznie z tym, że wielu przeżyje swoją ostatnią paschę. Niech Pan przyjmie ich do swojej chwały i da udział w zmartwychwstaniu).

Łatwo lekko i przyjemnie jest karmić się ofiarą Baranka, tymczasem Chrystus chce teraz karmić świat również naszą ofiarą, bo tylko miłość ofiarowana się pomnaża i daje życie. Dlatego Pan wprowadził Kościół w Paschę w sposób bardzo radykalny. Wiele z tego, cośmy sobie przez lata ulali, umrze! I już odtąd nie będzie takie samo. Kościół już nigdy nie będzie taki jak był, będzie o wiele piękniejszy, jaśniejący paschalnym światłem Zmartwychwstałego Pana; będzie prosty i ubogi, zdany tylko na łaskę swego Pana; Kościół zraniony, jak Ciało Zmartwychwstałego, ale żyjący Jego Miłością; Kościół uwolniony od światowości i oczyszczony z wielu brudów; Kościół kruchy, a zarazem niezbędny światu, jak sól; Kościół słaby jak Szymon i  mocny jak Piotr. Nadchodzi wiosna Kościoła, już w oddali słychać niebiańskie ALLELUJA!

BÓG JEST MIŁOŚCIĄ.

Módlmy się o to, byśmy nie zmarnowali czasu najlepszych w życiu rekolekcji paschalnych, które w tym roku głosi nam samo niebo.

Panie, uczyń nasze serca pokorne i ufne.

ks. Marek Wasąg

Wspólnota Miłości Miłosiernej

wmm.przemyska.pl

Dla tych, którzy cierpią z powodu niechodzenia na Mszę Świętą…

Wiele osób, w tym starsi i młodsi, nie do końca zgadzają się z decyzjami biskupów, by w czasie epidemii koronawirusa w Polsce nie uczestniczyć fizycznie we Mszy Świętej, lecz w domu poprzez media. Wielu to gorszy. Dlatego warto poczytać co na ten temat mówi nam dziś św. Faustyna.

STAN ZDROWIA UNIEMOŻLIWIŁ ŚW. FAUSTYNIE PRZYCHODZENIA DO KAPLICY SZPITALNEJ

Dziś lekarz zdecydował, że mam nie chodzić na Mszę św. tylko do Komunii św., gorąco pragnęłam być na Mszy św., jednak spowiednik zgodnie z lekarzem powiedział, aby być posłuszną. Wolą Bożą jest, aby Siostra była zdrowa i nie wolno Siostrze się w niczym umartwiać, niech Siostra będzie posłuszna, a Bóg Siostrze to wynagrodzi. Czułam, że te słowa spowiednika, to są słowa Pana Jezusa i chociaż mi żal było opuszczać Mszy św., gdyż mi Bóg udzielał łaski, że mogłam widzieć małe Dziecię Jezus, ale jednak posłuszeństwo przekładam ponad wszystko.

Pogrążyłam się w modlitwie i odprawiłam pokutę, wtem nagle ujrzałam Pana, który mi rzekł: – córko Moja, wiedz, że większą chwałę oddajesz Mi przez jeden akt- posłuszeństwa, niżeli przez długie modlitwy i umartwienia. O, jak dobrze jest żyć pod posłuszeństwem. żyć w świadomości, że wszystko co czynię jest miłe Bogu.

(Dzienniczek, 894)