Nasze zmysły pragną się modlić

 

Kłopoty ze zmysłami na modlitwie

Często odnosimy wrażenie, że w modlitwie "przeszkadzają" nam nasze zmysły[1].  Idziemy na modlitwę ze szczerym pragnieniem głębokiego skupienia, chcemy "wejść" w nasze wnętrze i w tym samym momencie zauważamy, że rozprasza nas nasze ciało, innym razem wyobraźnia, szmery, rozmowy innych, zapachy, tłok, albo bardzo bliska czyjaś obecność. Nieopatrznie zaczynamy traktować nasze zmysły jako wroga skupienia i modlitwy. Tak jakby nadawały się jedynie do kontaktu z codziennym światem, a przeszkadzały w kontakcie z Bogiem. Wówczas decydujemy się "wyłączyć" nasze zmysły. Próbujemy je "umartwić", uwolnić się od nich. Na dodatek ilekroć próbujemy mocować się z nimi, by je ujarzmić, tylekroć zauważamy, że jeszcze bardziej nas koncentrują na sobie zamiast na Bogu.

Czy rzeczywiście, żeby wejść w intymny kontakt z Bogiem trzeba "wygasić" w sobie zmysły? Czy zmysły same w sobie są zawadą w modlitwie? Uleganie takiemu przekonaniu  byłoby nieporozumieniem. Co więcej byłoby ze szkodą dla nas i dla samej modlitwy. Modlitwa to spotkanie człowieka z Bogiem. Dodajmy, całego człowieka. Wszystko co jest wartością naszej ludzkiej natury jest bardzo ważne i wartościowe dla modlitwy. Nasza ludzka natura wyszła z rąk Boga. A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre (Rdz 1,31). Ilekroć pragniemy wejść w głębszy kontakt z Bogiem, możemy być pewni, że On przyjmuje nas w całości. Nabraliśmy wartości w Jego oczach i On nas miłuje (por. Iz 43,4).

Modlić się całą swoją istotą

Sfera zmysłowa w całości należy do naszej natury i cała nasza natura jest drogą i miejscem spotkania z Bogiem. Dla Boga cały człowiek jest ważny. Ważne jest dla Niego to, co w danej chwili czujemy, czego pragniemy, co nas boli, rozprasza, co rozbudza naszą wyobraźnię. Bóg nie stworzył nas aniołami, lecz istotami ludzkimi, a więc i zmysłowymi. Nic co stworzył w nas Bóg nie może samo w sobie zakłócać kontaktu z Nim samym.

Zauważmy, że gdybyśmy odizolowali zmysły od naszej modlitwy, wówczas groziłoby nam odcieleśnienie życia w kontakcie z Bogiem. Nikt z nas nie jest "czystym duchem". Jesteśmy duchowi i cieleśni jednocześnie. Modlitwa w duchu nie oznacza zamknięcia w sobie "zaworów" zmysłowych. Przeciwnie, Jezus zachęca nas do czczenia Boga w Duchu i prawdzie (por. J 4,24), to znaczy do pełnego otwarcia się na tchnienie Boże. Innymi słowy, modlitwa to otwieranie całego siebie na tchnienie Boże – na Jego Ducha! Duch Święty pragnie modlić się w nas – w naszych pragnieniach, uczuciach, w naszych myślach, w naszym, sercu, woli i w naszych zmysłach. Wymownie o modlitwie całego człowieka pisze św. Paweł: I my sami, którzy już posiadamy pierwsze dary Ducha, i my również całą istotą swoją wzdychamy oczekując przybrania za synów (Rz 8,23). Paweł nam przypomina, że jesteśmy "świątynią Ducha", a nie "grobem duszy", jak uczy filozofia pogańska.

Chaos zmysłów, który modlitwa porządkuje

Oczywiście, nie można przy tym zapominać (zresztą trudno zapomnieć, gdyż odczuwamy to bardzo mocno), że nasza natura, którą pragniemy otworzyć na modlącego się w nas Ducha, jest zraniona grzechem. To pęknięcie zburzyło w nas harmonię, wprowadziło chaos we wszystkie nasze sfery: umysłu, serca, woli, a także w sferę naszych zmysłów. I dlatego nasza modlitwa nierzadko staje się chaotyczna, nieuporządkowana. Modlitwa odsłania nam naszą wewnętrzną dezintegrację. Przypomina, że nasza natura ciągle wzdycha i jęczy w bólach rodzenia (por. Rz 8,22). Lecz to nie umysł, serce czy zmysły są złe same w sobie. To panujący w nich chaos jest zły. Duch na modlitwie dokonuje w nas odrodzenia naszej natury – "unosi się" nad naszą pustką, nieporządkiem życia jak ongiś "unosił się nad wodami", gdy ziemia była bezładem i pustkowiem (por. Rdz 1,1-2).

Tak więc na modlitwie nie mamy odchodzić od naszych zmysłów, ale pozwalać Duchowi, aby je przemieniał – oczyszczał. Chodzi o to, aby stały się zmysłami uduchowionymi – przeżywanymi w Bożej harmonii. Wówczas zmysły nie tylko nie przeszkadzają w budowaniu modlitewnej więzi z Bogiem, ale ją ubogacają, pomagają jeszcze bardziej otworzyć się na Boga. Każdy z naszych zmysłów może być oczyszczony na modlitwie, aby dzięki temu stał się miejscem modlitwy. Duch Święty, który modli się w nas, zanim staje się naszym natchnieniem i światłem w modlitwie dokonuje uleczenia naszych zmysłów, przywraca nam zdolność właściwego posługiwania się nimi, abyśmy medytując lub kontemplując słowo Boże mogli wejść z całą naszą naturą w osobowe spotkanie z Nim samym, to znaczy abyśmy mogli także słyszeć, widzieć, dotykać, czuć i smakować Jego obecność.

Doświadczanie Boga przez zmysły

Zaangażowanie zmysłów na modlitwie Słowem Bożym może stać się naszym podwójnym bogactwem. Słowo Boże, jeśli otwieramy się na nie w całej prawdzie, będzie odsłaniało i leczyło chaos naszej natury, chaos naszych zmysłów. Jednocześnie nasze zmysły, nie tłumione, ale otwarte na spotkanie z Bogiem staną się nieocenioną wartością w przeżywaniu Słowa Bożego, zwłaszcza w modlitwie kontemplacji ewangelicznej. Słowo Boże będzie przemieniało i uaktywniało nasze zmysły. Nasz wzrok będzie zdolny oglądać to, co przekracza cielesność. Słuch będzie zdolny uchwycić dźwięki nieosiągalne dla uszu ciała. Nasz smak będzie zdolny odczuwać słodkość i gorzkość Słowa Bożego, nasz węch poczuje zapach "pięknej woni Chrystusa" (św. Paweł). Wreszcie poczujemy jak Jan, że dotykamy Słowa Życia, które nam się objawia na modlitwie (por. 1J 1,1-2).

Decyzja Boga, aby Jego Syn Jezus Chrystus, stał się człowiekiem dowodzi najwyraźniej, że Ten, który zamieszkuje "niedostępną światłość", sam chciał, abyśmy w pewien sposób przez zmysły – a nie tylko przez umysł i serce – mogli doświadczać Boga. Chociaż Boga nikt nigdy nie widział i nikt Go na tej ziemi nie zobaczy to jednak z Jego woli, pozostaje dla nas uchwytny w dziele stworzenia i w swoim uczłowieczeniu. Pięknie to tłumaczy Orygenes, odwołując się do naszego ludzkiego przeżywania relacji z Osobą Jezusa Chrystusa. Jezus Chrystus stając się człowiekiem chciał, abyśmy doświadczali z Nim spotkania przez umysł, serce i nasze zmysły. Ilekroć kontemplujemy Go w Ewangelii, tylekroć każdy z naszych zmysłów duchowych może być pomocą w spotkaniu z Nim samym. On jest Słowem, które stało się ciałem!Ze zmysłami nie wolno walczyć, trzeba się z nimi zaprzyjaźnić i włączyć je w modlitwę. Nasze doświadczenie Boga jest ściśle związane z naszą ludzką wiedzą i ludzkim sposobem przeżywania Go. Boga poznajemy i doświadczamy w naszym konkretnym człowieczeństwie. Swoją rolę spełnia tutaj także nasze ciało i związana z nim sfera zmysłowa.  Modlenie się nie polega jedynie na myśleniu o Bogu lub na wyłącznym szukaniu doznań miłosnego przylgnięcia, zrozumienia. Modlitwa to otwieranie się na obecność Boga i przyjmowanie jej całym sobą. Bóg udziela się nam "według naszej zdolności". Na tę zdolność składają się także nasze zmysły. Nie powinniśmy więc bać się odkrywania przed Bogiem całej swej duchowości i cielesności. Modlić się, to pozwolić się przenikać przez miłującą obecność Boga. Pozostawać przed Nim w stanie nagości, aby nas oczyszczał i rozpalał swoim słowem.

Napięcie między harmonią i nieporządkiem

To wszystko, co powiedzieliśmy wcześniej, nie oznacza że zmyły same z siebie będą nas prowadziły ku modlitwie. Doświadczamy raczej czegoś odwrotnego. Już sobie powiedzieliśmy, że jest to wynik naszej zranionej natury. Z wielu powodów jesteśmy wewnętrznie rozbici i nieuporządkowani. Nie ma w nas harmonii z Bogiem, ze światem i z sobą samym. Ten brak harmonii doskonale ujawniają także nasze zmysły. Nasz relacje zmysłowe są zaburzone i nieuporządkowane, nierzadko silniejsze od naszej woli i umysłu. Potrzebna jest naszym zmysłom asceza. Chodzi o to, aby się zestrajały z Bogiem, z którym usiłujemy wejść w kontakt osobowy. Stąd słusznie szukamy wygodnego miejsca dla ciała, ciszy dla naszego słuchu, dobrego klimatu dla dobrego samopoczucia itd.

Oczyszczenie zmysłów może dokonywać się dzięki spotkaniu ze Słowem Bożym, zwłaszcza poprzez kontemplację ewangeliczną, która zachęca także do modlitwy zmysłami. Zobaczmy, jak poszczególne zmysły mogą pomagać nam w spotkaniu z żywym słowem Boga, jak potrafią powoli prowadzić do głębszej zażyłości z samym Bogiem. Pozytywną dynamikę zmysłów w kontakcie z Bożym słowem dobrze ukazują słowa św. Jana. Apostoł Jan, który doświadczał duchowo i fizycznie osobowych spotkań z Jezusem Chrystusem, Słowem Wcielonym, pisze: To wam oznajmiamy, co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce – bo życie objawiło się (1J,1-2) [2].  Św. Jan ukazuje swoiste crescendo zaangażowania zmysłów. Jest to jakby nasilający się wzrost aktywności zmysłów w doświadczeniu duchowym.

Przypatrzmy się nieco naszym poszczególnym zmysłom: jak stają się wartościowe i pomocne na modlitwie, gdy ich nie zamykamy przed Bogiem, ale otwieramy je i pozwalamy Mu, aby je przemieniał. Zmysły uduchowione to takie zmysły, które nie przestają być zmysłami ludzkimi, ale stają się jednocześnie zmysłami Bożymi, zdolnymi słuchać, widzieć, dotykać, smakować i czuć razem z Bogiem, czyli więcej i głębiej niż pozwala nam na to nasza cielesność.

Słuchanie Boga

Bóg bardzo często odwołuje się do zmysłu słuchu. Nawiązując kontakt z człowiekiem rozpoczyna wezwaniem: "Słuchaj". Również wtedy, gdy uczył Izraela przykazania miłości Boga. Zanim powiedział: "Będziesz miłował", zwraca się słowem: "słuchaj". "Słuchaj" jest pierwszym przykazaniem. Chodzi nie tylko o słuch fizyczny, ale i ten duchowy. Nasz słuch jest zdominowany przez materialne dźwięki, przez ludzkie słowa, przez hałas. Żyjemy w kakofonii dźwięków. Modlitwa jest wielką szansą dla pogłębienia aktywności zmysłu naszego słuchu. Oczyszcza nasz słuch. Bóg uczy nas słuchać, to znaczy uczy nas najpierw milczeć. Uczy nas ciszy. Zauważmy pewną fizyczną prawidłowość, która istnieje w naszym zmyśle słuchu. Im silniejsze atakują nas dźwięki, tym bardziej nasz słuch narażony jest na osłabienie, a nawet na głuchotę. I odwrotnie, cisza wyczula nasze słuchanie. Podobnie jest ze słuchem duchowym. Im więcej używamy słów na modlitwie, tym słabszy staje się nasz słuch. Nie słyszymy Boga. Potrzeba wyciszenia, aby Go usłyszeć, zamilknięcia, żeby słuchać. Bóg przemawia swoją obecnością. To obecność Słowa Wcielonego stała się dla nas słowem najbardziej żywym i bliskim.

Trzeba jednakże podkreślić, że kiedy próbujemy się wyciszyć, wówczas na początku to, co słyszymy, to nie jest głos i obecność Boga. Słyszymy wrzawę naszych myśli, burzę naszej wyobraźni, atak lęków – to wszystko, co nagromadziła historia naszego życia. Słyszymy nasze pragnienia i uczucia – jedne dobre, inne złe. I nie wolno wtedy traktować nam naszego zmysłu słuchu wybiórczo. Trzeba  usłyszeć wszystko, ponieważ wszystko ostatecznie mówi nam o naszej relacji do Boga, do Jego słowa. To właśnie Jego słowo ujawnia to, co było zagłuszone i niesłyszalne. Musimy wtedy oprzeć się pokusie, by wytwarzać sztucznie dźwięki naszych słów, oprzeć się pragnieniu, żeby coś usłyszeć. Słuchanie wycisza nas całkowicie.

Być może przeżyjemy wtedy milczenie Boga. Będziemy uczyli się Boga, który mówi inaczej niż oczekujemy, który mówi tak jak sam chce. Bóg uczyć nas będzie słuchu bezwzględnego. Kiedy wyciszy nas wewnętrznie i nastawi nasze uszy na Jego słowa, wtedy zaczniemy słyszeć Jego słowa. Odczujemy to także w kontemplacji wydarzeń ewangelicznych. Odczujemy, że potrafimy być przy Jezusie jak Maria u Jego stóp, potrafimy Go słuchać. Posłyszymy głęboko w sobie dźwięk Jego mowy, usłyszymy tych, którzy się z Nim spotykają i z Nim rozmawiają.

Wpatrywanie się w Boga

Na modlitwie najważniejszym jest miłosne doświadczenie obecności Boga. Wszystko co wydarza się podczas modlitwy ma zmierzać ku temu, aby człowiek wszedł z Bogiem w intymną więź. Bardzo nam w tym pomaga wspomniany zmysł słuchu. Wydaje się jednak, że doświadczenie obecności osoby staje się jeszcze bliższe przez zmysł wzroku. Oglądanie osoby bardziej niż słuchanie daje nam poczucie jej bliskości. Dobrze wyraża to doświadczenie Job, który się zwierza Bogu: Dotąd znałem Cię ze słyszenia, obecnie ujrzałem Cię wzrokiem, stąd odwołuję, co powiedziałem, kajam się w prochu i popiele (Job 42,5-6). W każdym z nas kryje się rzeczywiście głębokie pragnienie oglądania Boga. Wierzymy, że kiedyś – jak pisze św. Jan – ujrzymy Go "takim jakim jest" (1J 3,2). Na modlitwie Bóg oczyszcza nasze wyobrażenie swojej "twarzy" – często zamazane naszym subiektywnym spojrzeniem, zanieczyszczone grzechem, obarczone bolesnymi przeżyciami. Zwłaszcza modlitwa kontemplacji ewangelicznej uczy nas wpatrywania się w Jezusa, uczy nas patrzenia na Jezusa. On sam uczy nas patrzeć głębiej, na siebie samego, na innych i na Jego Osobę. W kontemplacji ewangelicznej patrzenie staje się doświadczeniem głębokiej więzi osobowej z Bogiem, staje się zjednoczeniem.Dotykanie Boga

Słuchanie i duchowe wpatrywanie się pogłębiają doświadczenie bliskości osoby. Bliskość ta staje się jeszcze bardziej odczuwalna przez zmysł dotyku. Dobrze to wyrażają słowa św. Jana, który dzieli się osobiście przeżytym, narastającym doświadczeniem bliskości: To wam oznajmiamy, co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce – bo życie objawiło się (1 J,1-2) [3]. Otóż modlitwa może sprawić, że nasz zmysł dotyku odczuje to, co niedotykalne – "co było od początku", co nas przekracza. Na modlitwie Bóg pozwala się dotykać. Co więcej, On sam nas dotyka. Dotyka nas przez znaki sakramentalne, np. w Komunii Świętej jest to dotknięcie najintymniejsze. Jego Ciało pragnie być przez nas spożywane. Dotyka nas także przez swoje Słowo, które jest żywe i skuteczne, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku (por. Hbr 4,12). Jest to zawsze dotyk pełny miłości, nawet kiedy dla nas staje się bolesnym. Staje się bolesnym nie dlatego, że On nam zadaje ból, ale dlatego, że dotyka miejsc, które bolą – dotyka naszych zranień, nie uleczonych jeszcze bolesnych wspomnień. Bóg na modlitwie uczy nas dotyku głębokiego. Nasze dotykanie bywa nieraz bardzo powierzchowne i przedmiotowe. Bóg pokazuje nam, że nasza skóra "jest głęboka" (P. Valéry) i zależy od tego, jak głęboko się ją dotknie. Boży dotyk jest nie tylko głęboki, ale także pełen miłości. Nie zniewala, nie traktuje nas przedmiotowo, nie ogranicza. Przeciwnie daje poczucie czułości i wszechogarniającej opieki. Pięknie to doświadczenie opisuje modlitwa autora Psalmu 139: Panie, przenikasz i znasz mnie, Ty wiesz, gdy siedzę i wstaję. Z daleka przenikasz moje zamysły. (…) Ty ogarniasz mnie zewsząd i kładziesz na mnie swą rękę (1-2.5). Bóg chce, abyśmy stawali do modlitwy wewnętrznie wolni, nie spięci, nie zamknięci, lecz z otwartymi ramionami, pozwalający się dotykać i pragnący dotykać Boga.

Smakowanie Boga

W modlitwie jesteśmy zaproszeni do wejścia w obecność Boga. Już zauważyliśmy, jak może nam pomagać w tym nasz słuch, wzrok, dotyk. W doświadczeniu bliskości Boga jesteśmy zaproszeni także do tego, aby na modlitwie zmysłem smaku kosztować dobroci Boga: "Skosztujcie i zobaczcie jak dobry jest Pan". I znowu trzeba dodać, że chodzi tu nie o smakowanie materialne. Chodzi o smakowanie obecności Boga, który przekracza jakiekolwiek doświadczenie materialne. Jest to smakowanie mędrca. Nie bez znaczenia jest fakt, że etymologicznie słowo "mądrość" nawiązuje do smaku i smakowania (sapientia, sapere). Chodzi więc w modlitwie o smakowanie mędrca – człowieka, który potrafi delektować się Osobą Boga objawiającą się na różny i niepowtarzalny sposób. "Modlić się to zaznać smaku Boga" (J-Y Leloup). Jakby zewnętrznym znakiem smakowania Słowa Bożego i obecnego w nim Boga jest gest pocałunku Pisma Świętego. Jest to gest szacunku i miłości a także wyraz głębokiego pragnienia, aby zakosztować Boga – odczuć smak Jego Słowa w swoich ustach jak Ezechiel, któremu Bóg poleca, aby zjadł zwój księgi Jego słowa, napełnił nim swoje wnętrzności, zanim zacznie prorokować. I poczuł Ezechiel, że w ustach jego stał się słodki jak miód (por. Ez 3,1-3). W modlitwie Słowem Bożym Słowo  ujawnia nam swój niepowtarzalny smak. W Słowie smakujemy Boga, który jest zawsze inny i różny od tego, którego chcielibyśmy odczuć.

Poczuć woń Boga

Mówiąc o doświadczeniu obecności Boga, w którym mogą uczestniczyć także nasze zmysły, trzeba zwrócić jeszcze uwagę na piąty zmysł – bardzo subtelny. W doświadczeniu obecności jest również zapach osoby. W liturgii znakiem zewnętrznym nie tylko czci i kultu, ale także doświadczenia zapachu obecności Boga jest kadzidło. Zapach kadzidła wprowadza nas w klimat obecności Boga, który zawsze pozostaje dla nas nieprzebytym misterium. Powtarzamy za Psalmistą: "Niech moja modlitwa wznosi się do Ciebie jak woń kadzidła". Piękny obraz "modlitwy woni" znajdujemy w ewangelicznej scenie spotkania Marii z Jezusem. Maria wylewa na stopy Jezusa nardowy olejek i woń jego wypełnia cały dom, w którym się wszyscy znajdowali.

Właściwe używanie zmysłów na modlitwie

Trzeba zwrócić uwagę na zasadniczy sens posługiwania się zmysłami na modlitwie. Nie odwołujemy się do nich po to, aby szukać zewnętrznych doznań, albo po to, by zatrzymywać się na nich i szukać w nich upodobania. Jest więc bardzo ważne, żeby używanie zmysłów było takie, do jakiego zaprasza nas Bóg na modlitwie. Otóż na podstawie doświadczenia egzystencjalnego wiemy, że zmysłów można używać na różny sposób. Może to być użycie naturalne, które nieraz wykorzystujemy w kontemplacji Słowa Bożego: aby znaleźć się w scenie ewangelicznej, być pośród wydarzeń, osób i w ten sposób lepiej słyszeć, widzieć, dotykać Jezusa, którego spotykamy w konkretnej scenie. Trzeba natomiast strzec się ziemskiego czy wręcz szatańskiego używania zmysłów, to znaczy traktowania doznań zmysłowych jako celu modlitwy, narcystycznego szukania doznań dla własnego ukojenia. Prowadziłoby to do szukania siebie zamiast Boga albo do szukania doświadczenia Boga zamiast samego Boga. W boskim używaniu zmysłów chodzi o to, aby nas prowadziły do Boga. Dzięki temu angażujemy na modlitwie całych siebie, całe nasze cielesne i duchowe życie: umysł, serce, wolę i zmysły.

Zauważmy jak wyraźnie do takiej modlitwy prowadzi liturgia. Wyraźnie odwołuje się do naszych zmysłów. Z jednej strony prowadzi do oczyszczenia naszych zmysłów, z drugiej strony do ich zjednoczenia w poszukiwaniu i znajdowaniu Boga samego. Liturgia odwołuje się do naszego umysłu, serca, ale także do naszych zmysłów.

Przez czytanie Słowa Bożego, przez śpiewy oczyszcza i skupia nasz słuch. Przez prostotę sakramentalnych znaków (chleb, wino, woda, itp.), przez różne obrazy, dekoracje oczyszcza i skupia nasz wzrok. Przez postawę ukłonów, podawania ręki, przyjmowanie Komunii Świętej oczyszcza i skupia na Bogu nasz zmysł dotyku. Przez spożywanie Komunii Świętej odwołuje się także do naszego smaku. Przez kadzidło odwołuje się do naszego powonienia. Wszystkie zmysły scalają się z umysłem, sercem i wolą w jednej modlitwie, aby znajdować w niej obecność Boga.

ks. Krzysztof Wons SDS